Matki.
Z
opóźnieniem, zamieszczam słowa, które z racji swojej aktualności wybijają się ponad
banał świętowania jednodniowego święta.
MATKI
Spotykam ich
wiele. Za każdym dzieckiem wchodzącym do pracowni wchodzi matka (bardzo rzadko
ojciec). Są różne. Załamane, spijające z moich ust bodaj cień nadziei, że to
minie, że przejdzie, że dziecko z tego wyrośnie.
Są matki
Roszczeniowe: Ja płacę, ja wymagam. Nie chce więcej słyszeć o problemach,
żadnych ćwiczeń robić nie będę, no bo, za co ja płacę?
Są matki:
WypieramProblem. Nie chcę o niczym wiedzieć. Nie przyjmuję do wiadomości, że
dziecko samo sobie nie poradzi. Wstydzę się za dziecko i obwiniam wszystko
wokół.
Ale czasami
zdarzają się MATKI. Godne najgłębszego podziwu.
Z oczami
utkwionymi w bezdusznym orzeczeniu powstrzymują łzy.
Przebijają
się przez uczony bełkot i budzą w sobie…
no właśnie, słów brakuje - wilczycę, lwicę? Jakie zwierzę wykaże taką
determinację jaką ma matka dysfunkcyjnego dziecka? Nie, nie sądzę by przyroda,
rządząca się prawami instynktu i eliminacji słabszych jednostek, była tu dobrym
przykładem. A może budzi się właśnie MATKA? I w głębi tego słowa osadza się i
determinacja i cierpliwość iście świętych i poświęcenie, aż do zatracenia
siebie. Całym sercem podziwiam te kobiety. Ich bezpardonową walkę o godne życie
dziecka, o równe szanse edukacyjne, o nadzieję na normalność.
W czasie
tych kilkunastu lat pracy spotkałam kilka takich MATEK. One nie przepychają
problemu na terapeutów, nauczycieli wreszcie na samego Boga. Szukają nazwania
problemu a potem odrzucają opinię – wyrok. Że ich dziecko nigdy nie będzie
czytać, nigdy nie będzie liczyć. Znajdują siłę, by odrzucić opinię
specjalistów, czasami mocno tytularnych. Szukają innych metod, sprowadzają
książki, tłumaczą po nocach. Próbują, choć mogą same być nie przekonane.
Niektóre trafiają do mnie. Pierwsze sukcesy - przebudzenie cyfry - to zawsze łzy matki i … co tu ukrywać, moje
łzy.
- Mamo, a
pod jakim numerem my mieszkamy?
„Przebudzeniem
cyfry” nazywam pierwsze, samodzielne pytanie dziecka związane z ciekawością
świata w aspekcie matematycznym.
- Mamo, ile masz lat?
- Czy jesteś
tak stara jak dyliżans?
- Poproszę
jeszcze dwa placki (ziemniaczane)
Gdy widzą,
że BAJKOWA MATMA działa, oddychają z ulgą. Znalazły. Procedury terapii dyskalkulii
są bezwzględne i trudne, więc biorą się w karby codziennych ćwiczeń i zajęć, bo
MĄDRA MATKA umie odróżnić potrzebę od przyjemności. Nie boją się dziecięcego
manipulowania: nie lubię cię, nie dobra jesteś, nie będę cię kochać. Te kobiety
podnoszą oczy wyżej i wiedzą, że stawką jest samodzielność dziecka. Bo z
dyskalkulii się nie wyrasta. Dziecko pozostawione sememu sobie nie poradzi sobie w walce ze smokiem a problem rośnie razem z dzieckiem… I pewnego dnia przesłoni wszelkie nadzieje edukacyjne. Ułamki, procenty, potęgi są jak hydra. Im dalej tym gorzej.
RODO może
nakazywać zniszczenie dokumentacji i anonimowość, ale mojej pamięci tamtych
terapii nie pokryje mgła zapomnienia. Gościłam w ich życiu krótką chwilę,
pomogłam pokonać problemy NIE-DO-POKONANIA i nasze drogi się rozeszły, ale z
tego miejsca, życzę im sił płynących z tego jedynego słowa zawierającego w
sobie istotę człowieczeństwa:
PRAWDZIWA
MATKA.
Jedną z nich
przedstawię w kolejnym wpisie.
Komentarze
Prześlij komentarz