- Byle do wakacji - wzdychają rodzice, nauczyciele i dzieci.
Koniec z codziennym wstawaniem, koszmarem odrabiania lekcji i ciągłym pospiechem.
Wystarczy logistycznie dobrze rozplanować i odpoczywamy.
Dwa miesiące przemkną nie wiadomo kiedy i znów szkoła. I nagle dramat. To, co z takim trudem udało nam się osiągnąć przez poprzedni rok ... wyparowało! Nie ma ani śladu.
- Ona liter zapomniała!
- Syn znowu na palcach liczy...
- Całą tabliczkę zapomniał!
No cóż. ale wypoczęli wszyscy, więc teraz mogą z nowymi siłami zaczynać od nowa...
Rodzice dzieci z problemami dyskalkulii wpadają często w pułapkę wakacji.
Czasami wstydząc się przyznać, że sami są zmęczeni, zasłaniają się dobrem dziecka... a niech sobie odpocznie.
Praca z dyskalkulią, to żmudne budowanie nowych połączeń neuro-hormonalnych, to cierpliwe budzenie śpiących ośrodków matematycznych. Potrzeba trzech miesięcy, żeby powstała nowa "ścieżka pamięci". Pięknym przykładem odpoczynku wakacyjnego dla dziecka z dyskalkulią/dysleksją, jest ogródek pozostawiony na dwa miesiące bez opieki.
- Zostawiłam ogródek, wróciłam do dżungli...
No to co mam robić, znowu te lekcje?
Po pierwsze - nie lekcje, bo samą nazwą straszymy.
Po drugie - powtórki, to nie nowy program.
Po trzecie - godzina korków w czasie roku szkolnego nie równa się godzinie zajęć w czasie wakacji. Nauka w czasie roku to ciągła walka z czasem. A w czasie wakacji? Jedna godzinka z całego dnia? Toż to nic takiego. To raczej problem rodziców z organizacją dnia. Zajęcia są powtórkowe, nie idziemy z programem do przodu, chyba, że dziecko samo chce. Wyjeżdżamy z Logikusem do lapbookowej Afryki i piszemy listy do Fantazji ile bananów zerwaliśmy z drzewa. Dzieci uwielbiają zabawy w listonosza. tylko zadbajmy o rekwizyty, koperty, rysowane znaczki, koniecznie musi być listonosz z czapką. Dziewczynki uwielbiają zabawę w sklep. Można zrobić małe karteczki z cyframi i rozdajemy rodzinie. Obiad? zupa za dwa zł a drugie danie za 5. Pewna matka okleiła karteczkami cały dom! Dziecko pisało nazwę przedmiotu i cenę. (Ojciec mruczał pod nosem, że z dziecka komornik wyrośnie) Zabawa polegała na pomieszaniu karteczek. Zadaniem dziecka było przywrócenie przedmiotom właściwych nazw. Pisanie cyferek na plaży, liczenie muszelek. Rodzic pisze liczbę na piasku, dziecko odczytuje zanim fala jej nie zmaże.
Byle tylko dziecko patrzyło na cyfry. Wakacyjna książka do czytania. Rodzic czyta jeden akapit, dziecko jedną linijkę, znowu rodzic, potem dzieciątko, stronka dziennie. Byle codziennie.
Tak wyglądają powtórkowe wakacje.
Inaczej ma się sprawa z zaległościami.
W ciągu roku dziecko nie opanowało tabliczki mnożenia, nie opanowało zegara czy ułamków.
Wakacje są najlepszym czasem na nadrobienie zaległości. Lepszego nie będzie. Nowy rok tylko nawarstwi już istniejące problemy. Przestańmy okłamywać samych siebie, że jak do tej pory dziecko nie rozumie i nie może zapamiętać to nagle zacznie pamiętać po wakacjach. Albo poślę go na terapię od września. Od września zaczyna się znowu szkolny młyn i terapia będzie szła równolegle z lekcjami w szkole.
Proszę mi wierzyć, dziecko wakacyjne a dziecko szkole to dwie całkiem różne istotki. Wyluzowane, odprężone, chłonne - kontra zmęczone, zestresowane, niechętne.
Terapie wakacyjne są o wiele bardziej efektywne. "Ja, Logikus Wam to mówię" Zmieńcie sposób nauki na zabawę, zaproście dziecko w świat bajki i przygody. Dość monotonnych słupków.
Odpowiadając na pytanie Eli z poprzedniego postu:
Odpoczynek - tak.
Przerwa w zajęciach - zdecydowanie - nie.
I jedno z drugim wcale się nie musi wykluczać.
Jeśli to co robiłeś do tej pory nie działa, zrób coś nowego. Bo inaczej...
A jeśli brak Ci pomysłów - Zapraszamy na wakacyjne zajęcia on-line
z cyferkami, tabliczką mnożenia i do Zegarkowa.
Zapisy: tel 889 838 644
No prosze wystarczy troche wyobraźni i pomysłowość i nauka nie idzie w las....
OdpowiedzUsuń