Przejdź do głównej zawartości

Jak nauczyć dziecko tabliczki mnożenia?

 Jak nauczyć dziecko tabliczki mnożenia?

Czyli o bezskuteczności tz. niezawodnych metod.


Ktoś, kto wpisał powyższą frazę (Jak nauczyć dziecko tabliczki mnożenia?) w wyszukiwarkę jest rodzicem bardzo nachylonym nad potrzebami swojego dziecka. A to nachylenie może brać się z dwóch powodów. Albo chcemy przyśpieszyć / uatrakcyjnić naukę, bowiem “wkuwanie” jest  zwyczajne nudne. Albo pomimo wielokrotnego powtarzania nie widzimy żadnych znaczących rezultatów i szukamy ratunku w sieci.

“Chapeau bas” czyli, kapelusz z głowy, przed pierwszą grupą.

“Tuć ci jest cierpliwość świętych” to motto dedykowane drugiej grupie.
Poniższe rozważania adresowane są do obu grup z tą różnicą, że rodzice, którzy chcą uatrakcyjnić naukę MOGĄ a rodzice z problemami POWINNI (żeby nie powiedzieć - MUSZĄ) zastosować poniższe rady, oczywiście, jeśli chcą osiągnąć trwały sukces i nie narazić dziecka na nieuchronne poczucie poniżenia, towarzyszące każdej kolejnej porażce..

Problemy z zapamiętaniem mnożenia mogą dotyczyć albo operacji matematycznych albo pamięci matematycznej. Z natury przeciętny rodzic nie rozróżnia obu problemów. Więc wyjaśniam:

  1. Problem z istotą działań matematycznych. dotyczy niezrozumienia, że mnożenie jest wielokrotnością dodawania tych samych liczb.
  2. Problem z pamięcią matematyczną to nic innego jak za mało pamięci Ramu w oprogramowaniu mózgu. No i problem z transferem danych z pamięci podręcznej do pamięci długoterminowej.

Problem pierwszy opiszę w osobnym poście. 

W sieci po wpisaniu powyższego hasła pojawiają się filmiki pokazujące jak radzić sobie z problemem nauki tabliczki mnożenia. Nie zauważyłam by ktokolwiek rozróżnił, że aby osiągnąć wspólny przecież cel, obie grupy (dzieci bez i dzieci z problemami edukacyjnymi) muszą podążyć zupełnie różnymi drogami, bowiem z przyczyn naukowo do końca niejasnych, każda grupa została wyposażona w absolutne różne predyspozycje. Pierwsza grupa po nudnych, żmudnych powtórkach zapamiętuje mnożenie a sukces zależy od ilości powtórek i inteligencji matematycznej. Drugiej grupie ani inteligencja ani ilość powtórek nic nie daje. Ich mózgi pracują na innych oprogramowaniach.

W sieci znalazłam co następuje:

  1. Mnożenie poprzez fiszki / memory



    Na jednej stronie kartki dziecko zapisuje działanie a na drugiej wynik. Może cyframi albo wyrazami. Odczytuje działanie i odwracając kartkę sprawdza lub odczytuje wynik. Na rynku wykorzystując podobną  metodę są dostępne karty Grabowskiego lub gry typu memory z tabliczką mnożenia. Tylko, że wyniki są na osobnych częściach, 
    Metoda dobra dla pierwszej grupy dzieciaków, absolutnie nieskuteczna dla dzieci z problemami natury dys*. Dlaczego?
    Bowiem te pomoce są podobne do starych programów komputerowych, gdzie polecenia trzeba było wpisywać z klawiatury (np. print). Ta pomoc operuje tylko graficznym kształtem cyfry a jest to program nie dostosowany dla dzieci dys*. Ośrodki matematyczne w przypadku dys* nie reagują na takie komendy. One reagują na obrazeczki- ikony drukareczki. Już po nieudanych próbach zapamiętania wyników dodawania i liczenia w myśli, poczucie własnej wartości dziecka zostało mocno zaniżone. Po kolejnych próbach zapamiętania w sposób konwencjonalny mnożenia dziecko wątpi w swoją wartość jeszcze bardziej. Zdecydowanie NIE polecam tego typu pomocy dla dzieci dys*

  2. Mnożenie za pomocą linii wzajemnie się krzyżujących. Fajny sposób by uatrakcyjnić “wkuwanie” dla dzieci z 1 grupy, tej bez problemów edukacyjnych.




    Ale wyobraźmy sobie dziecko przy tablicy, które w trakcie rozwiązywania zadania nagle zaczyna na boku tablicy kreślić linie i liczyć kropki. Akceptacja tej metody przez nauczyciela to pierwsza trudność. Drugą jest problem z motoryką małą dziecka czyli z dokładnością rysunku. Linie muszą być równoległe i prostopadłe a to, jak widać na załączonym rysunku, jest bardzo trudne dla niewprawnych rączek. Wobec powyższego NIE polecam tej metody dla dzieci dys* bowiem znów nie dadzą rady, więc ich poczucie własnej wartości sięgnie poziomu podłogi.

  3. Mnożenie poprzez kombinację palców. Sposób z zastrzeżeniem, że dziecko pamięta mnożenie do 25 i ma opanowane dodawanie w myśli.



    Zaciśnięta pięść to 5, ilość wyprostowanych palców sumujemy z 5 i otrzymujemy pierwszy czynnik. Druga ręka analogicznie to drugi czynnik. (Pamiętajmy, że dzieci dys* mają ogromny problem ze składowymi liczb.)



    Wynik mnożenia otrzymujemy dodając wyprostowane palce, które pokazują ilość dziesiątek, mnożąc przez siebie palce zgięte i dodając dziesiątki do otrzymanego właśnie iloczynu. Dla mnie koszmarnie skomplikowane. Bywało, że mnożyłam dziesiątki a dodawałam jedności. 

    Czyli znów fajny sposób by uatrakcyjnić “wkuwanie” dla dzieci z 1 grupy. Konia z rzędem temu nauczycielowi, który postawi dobry stopień uczniowi wyrwanemu do odpowiedzi. Dziecko wstaje z ławki i zaczyna przebierać palcami, aż wreszcie podaje wynik.

    NIE polecam tej metody dla dzieci dys* Dzieci te, po pierwsze: nie przeszły na automatyzm w zakresie mnożenia do 5. Po drugie: w warunkach stresu szkolnego będą mylić palce. Po trzecie: nie dadzą rady w myśli obliczyć dodawanie. Ja po tygodniu nie pamiętam, które palce dodawać a które mnożyć. A jak zafascynowani rodzice zaczną ich tej metody uczyć to będzie to już kolejna metoda... Dodajmy: kolejna nieudana próba. Poczucie własnej wartości zacznie wciskać się pod klepki podłogowe.

  4. Mnożenie rymowanymi wierszykami. Np:

    “Gdy gruszka dojrzeje i trzeba ją zjeść.
    to siedem razy osiem jest pięćdziesiąt sześć.”


    W miarę skuteczny sposób dla OBU grup. Zaletą tej metody są łatwo wpadające w ucho i pamięć rymy.
    Sama tą rymowanką  ratowałam się przez cały okres edukacyjny. Wtedy nie znałam więcej. Dziś na rynku są książeczki, które całe mnożenie przedstawiają za pomocą wierszyków. Jedyną wadą tej metody jest czas. Dziecko odpowiadając na pytanie nauczyciela musi w myśli odtworzyć wierszyk i poprawnie podać/ napisać wynik. I ta zwłoka w czasie pokazuje, że nie opanowało działań w sposób automatyczny a na sprawdzianach pewnie nie zdąży wykonać wszystkich zadań. Chyba, że nauczyciel doliczy mu czas. Jest jeszcze jedna poważna wada tej metody. Gruszka w żaden sposób nie kojarzy się z liczbami 7 ani 8. Z wynikiem też nie. Zwierzątka, postacie i rzeczy występujące w tych wierszykach nie wspierają pamięci i czasami zamykają drogę dla prawdziwych mnemotechnik. Czyli właściwego "oprogramowania" dla dys*. 

  5. Mnożenie za pomocą mnemotechnik matematycznych.

     

    Nad udoskonaleniem tej metody pracowałam blisko 20 lat. Wydana została w postaci gry Bajkowa Tabliczka jako pierwsza z cyklu Bajkowa Matma.

           Metoda oparta jest na bardzo pojemnej pamięci obrazowej. Dedykowana dzieciom obarczonym dys* ale uatrakcyjnia zapamiętywanie mnożenia dla każdego dzieciaka. Stosowana zgodnie z procedurami powiększa pojemność naszego mózgowego RAM-u i poprawia transfer danych do pamięci długotrwałej. Świetnie sprawdza się w warunkach stresu szkolnego gwarantując edukacyjny sukces. I, co daj Boże, będziemy świadkami jak poczucie własnej wartości naszego dziecka zaczyna wychodzić spod klepki podłogowej i rosnąć. 

     Może ktoś z czytelników wyciągnąć błędny wniosek, że wszystkie sposoby są "be" a mój "cacy". Ale to nie tak. Piszę to w oparciu o własne i mojego dziecka przeżycia. Wypróbowałam wszystkie opisane tu metody, rozpaczliwie szukając tej, która by sprawiła, że mój syn (i ja!) wreszcie zapamięta to przeklęte mnożenie. O podobnej drodze przez mękę opowiadali mi liczni rodzice dzieciaków trafiających do mnie na terapię. Dzieciaków, które nie chciały już nawet spróbować kolejnej metody, bo bały się, że znów okażą się "głupie" (cytat z wypowiedzi dziecka). Więc radzę, zaoszczędźcie dziecku prób poligonowych i wybierzcie Bajkową Tabliczkę, metodę, która skutkuje najtrwalej, bo jest kompatybilna z oprogramowaniem dziecka obarczonego dysleksją lub dyskalkulią. 
    Link do Zestawu

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Leniwa ósemka

W Królestwie Matematyki są  dróżki w kształcie znaku nieskończoności. Ja, Król Logikus często po nich spaceruję. Naprawdę lepiej mi się potem liczy! Dziś, jakem Logikus, zachęcam do zrobienia testu Leniwej Ósemki. Zajmie góra pięć minut a przyniesie podstawową wiedzę, jakąż to drogę preferuje nasz,i każdy inny, mózg, gdy się uczy. Potrzebujemy:      ·        Kartkę papieru min A3      ·        Taśmę klejącą      ·        Trzy wyraźnie różniące się od siebie kolorami pisaki/kredki np.        niebieski, czerwony, zielony Procedura:       1.        Przyklejamy kartkę wymiarem poziomym   na płaskiej,                     gładkiej  powierzchni  (biurko, drzwi) – środek kartki na    ...

Bajkowa Tabliczka versus Bajkowa tabliczka mnożenia

Gdy kolejna już osoba zadaje mi pytanie; czy Bajkowa Matma = Bajkowa Tabliczka = Bajkowa Tabliczka mnożenia? Postanowiłam odpowiedzieć w postaci postu. A było to tak: Po sławetnej i jakże spektakularnej nauce tabliczki mnożenia (3 dni mnemotechnik po wcześniejszych ok 2 latach bezowocnego kucia słupków) więcej tu: moja historia Zostałam znów wezwana do szkoły i pani nauczycielka ze zdziwieniem wielkim pyta, jak mi się udało nauczyć dziecko tabliczki tak, że jest najlepszy w klasie a groziło mu przecież niezdanie. Z entuzjazmem neofity opowiadam jak to krokodyl na wózku jeździł ze ślimakiem, co w efekcie daje 42. Pani z grzeczności nie przerywa a mój wywód kończy słowami:    - Nic z tego nie rozumiem, ale efekty są zadziwiające. I na tym by się pewnie sprawa zakończyła, ale przeznaczenie w osobie mojego synka wzięło sprawy w swoje ręce i zadało pytanie, które jako anegdota krąży własnym życiem po sekretariatach:    - Jeśli pani nie umie nauczyć moi...

Dysleksja. Od czego zacząć, czyli jak pomóc dyslektycznemu dziecku.

  Dysleksja to edukacyjne przekleństwo.  Dziecko w okresie przedszkolnym jest super inteligentne, rodzic myśli, kurczę będzie geniuszem w szkole! No może trochę mniej poradne, potyka się o własne nogi, ale jaki bystrzak! Potem nasz geniuszek idzie do szkoły i na pierwszej wywiadówce pani wylewa rodzicowi kubeł zimnej wody na głowę. Że co, że wszystkie dzieci już czytają a on jeden nie? Że co proszę? Zagrożenie dysleksją? A właściwie, do cholery, co to takiego, ta dysleksja? Jaka dysleksja? Jak tak inteligentne dziecko może mieć jakąś dys-coś tam. Dysleksja, najprościej mówiąc to trudności z nauką czytania i pisania, ale nie tylko. To zespół problemów. Czytanie jest niepewne , wręcz wymęczone, pełne błędów i przekręceń. dziecko połyka wyrazy i całe linijki. Płacze, awantury, histeria. Książki lądują na ścianie a rodzic wybiega z pokoju trzaskając drzwiami. Pisanie przypomina grzebanie kury po piasku i jest równie nieczytelne. Prace domowe ciągną się godzinami, zabierają całe wi...