Przejdź do głównej zawartości

Problemy z widzeniem dyslektyków czyli problem dyslektycznego oka


 Świadoma jestem, że problem dyslektycznego oka leży u podłoża kłopotów z czytaniem. Wobec tego rodzicom dziecka rozpoczynającego u mnie zajęcia radzę, by zorganizowali dziecku badania oka. I nie myślę tu wcale o okuliście. Jednak optyka to wielka dziedzina i na niedomiar złego, jest to dziedzina, gdzie nie jest jednoznacznie określona nomenklatura nazewnicza. W poniższym poście używam miana: optometrysta zaczerpniętego ze strony gabinetu optycznego.

zakladoptyczny.pl/index.php/srawdz-jakiego-badania-wzroku-potrzebujesz

 Mówimy bowiem o ĆWICZENIU albo TRENINGU oczu w gabinecie. Tak, w gabinecie na profesjonalnych urządzeniach do tego celu specjalnie skonstruowanych i obsługiwanych przez lekarza okulistę a nie w domu z ołówkiem (aczkolwiek takie ćwiczenia dobrze działają na wzmocnienie mięśni poruszających okiem).

 Bowiem oko może zdeformować obraz praktycznie w dowolny sposób: 

widzieć od tyłu… zamieniać elementy miejscami… powielać go… całkowicie nie widzieć łuków ani okręgów… jednym słowem… PROBLEM. No bo nie dość, że niektóre dysfunkcje potrafią się nasilać wraz ze stresem, to niekiedy objawiają się one dopiero po tym, jak oko się zmęczy.


Wspomnienia mojego syna z terapii oka:

 Od kiedy pamiętam miałem problemy z widzeniem. Mówiąc ściślej nie wiedziałem, że mam taki problem. Uznawałem bowiem, że to jak widzę, jest normę. Skąd bowiem miałem wiedzieć jak widzą inni? Mama zauważyła moją niechęć do czytania i zaprowadziła mnie do okulisty. W pierwszej klasie miałem już okulary -1.2 i -1.5. Jak na 7-mio latka to spora dioptria. Ale kłopoty z czytaniem miałem dalej. Znów okulista i tym razem dioptrie: -4. 

 Znajoma mojej mamy poleciła gabinet Błaszczyków w Warszawie „mojemu synowi skorygowali problemy z widzeniem i przestała go wreszcie boleć głowa. Idź, co ci szkodzi spróbować”. 

 No i w klasie 2-giej podstawówki wylądowałem na Jagiellońskiej, ale pani doktor jak zobaczyła skierowanie na okulary (4 dioptrie!) to zaproponowała najpierw zrobienie testu.

 Zanim jednak założyła mi na oczy dziwną maszynerię, to wypytywała mnie o takie rzeczy, o jakie nikt dotąd mnie nie pytał, np: 

 - Chłopczyku a ile pań stoi w klasie przy tablicy? 

 Powiedziałem, że widzę dwie, z tym, że ta druga jest niewyraźna i że tablica przez nią prześwituje. Mama myślała, że ja żartuję ale pani doktor mi uwierzyła. Dziś nie pamiętam wszystkich ćwiczeń. W głowie utkwiło mi tylko kilka. Pani prosiła, żebym popatrzył przez taką dziwną maszynerię i powiedział co widzę. 

 - Widzę kółko i krzyżyk.

 - A gdzie one są?

 - Kółko jest przede mną a krzyżyk tam, u góry, w rogu pokoju.

 - Czy one coś robią? 

 - Kółko mryga a krzyżyk się buja.

A potem zapytała:

 - Ile jabłek jest w okręgu?

 To powiedziałem, że zero, ale ja zawsze widziałem wszystko poza kółkiem. W szkole też jak pani na tablicy układała w okręgu różne rzeczy i pytała klasę: Ile grzybków jest w “koszyku”? to klasa chórem odpowiadała, że trzy a ja widziałem zero, to zastanawiałem się, czy to klasa debili, bo przecież okrąg jest pusty…Opowiedziałem to pani doktor a ona znów mi uwierzyła i wyjaśniła, że moje oczy widzą inaczej.

Pani doktor pytała dalej: 

 - Ile małpka ma bananów?

 - Cztery. - Tyle widziałem... 

 Mama po cichu zapytała panią doktor, ile powinna małpka mieć tych bananów a pani powiedziała, że jednego…

 Z tamtego badania pamiętam jeszcze, że wszystkie przedmioty i litery pokazywane na czerwonym tle: wibrował… skakały…falowały … chodziły w prawo/lewo/góra/dół…a nawet całkowicie wychodziły poza kartkę i siedziały poza nią.

 Pani doktor poradziła mamie, żeby nie wyrabiała tych okularów na cztery dioptrie. Bo przecież nie chodzi o to, żebym te dwie panie pod tablicą widział wyraźniej… Zaprosiła mnie na terapię, która miała skorygować diplopię, czyli widzenie podwójne. Bo widzenie podwójne w stresie może przemienić się w widzenie potrójne. A przy takiej dysfunkcji przepisanie poprawnie cyfr z tablicy jest rzeczą niewykonalną.

 Parę miesięcy później rozpoczęła się moja terapia (pierwszy wolny termin), codziennie przez 3 tygodnie… 1h terapii w gabinecie i powolutku coś się zaczęło zmieniać. Codzienny ból głowy… brak poczucia równowagi… ból oczu … powstrzymywanie odruchu wymiotnego przy raptownych ruchach… To wszystko najpierw się nasiliło a potem powoli zaczęło mijać. Każdą wizytę musiałem odespać.

 Rezultaty terapii:

 Diplopia znikła, wada wzroku spadła na -0.2 i -0.25, kąt soczewek lekko się zmienił i przestały mnie na słońcu boleć oczy (w poprzednich soczewkach nie byłem w stanie wytrzymać, jak było jasno), obiekty nie uciekały z kółka, przestałem mieć problemy widzeniem na czerwonym kolorze a małpka miała już tylko jednego banana…

 Przez cały okres edukacji wracałem do doktorostwa Błaszczyków jeszcze kilka razy na profilaktyczne, dużo krótsze, ćwiczenia. Może mój problem wynikał z faktu, że oboje rodzice nosili okulary? A na dodatek mój ojciec i dziadek, kiedy mieli po niecałe 20 lat obaj nosili soczewki PONAD -18 dioptrii! Doktor Błaszczyk radził abym do 21 czy nawet do 25 roku życia, rokrocznie uczęszczał na 5 dniową terapię, aby oczy mi się nie “rozleniwiły’ co poskutkowałoby pogorszeniem dioptrii, niestety głupota młodości. Uznałem: a po co mi to i teraz w wieku 30 lat noszę okulary -5 a nie -3.

 Teraz czasami widzę podwójne, ale dzieję się to pod wpływem bardzo silnego stresora i przy dużym zmęczeniu. Pierwszy raz pojawiło się ponownie 21 lat po terapii. A było to tak:

 Na skrzyżowaniu miałem zielone światło. Nagle przed maską auta wyskoczył mi jakiś pirat drogowy. Wjechał na skrzyżowanie na czerwonym świetle ponad 100 km/h a byliśmy w terenie zabudowanym. Zdążyłem wychamować. Ale musiałem zjechać i zatrzymać się na poboczu, bo nie wiedziałem, które samochody przede mną są prawdziwe. Chyba każdy by musiał się uspokoić, ale nie każdemu rozdwoiła by się jezdnia.

Reasumując:

 Jeżeli dziecko nie przejdzie terapii oka, to w zależności od obciążenia w danym dniu, będzie widzieć zupełnie inaczej, będzie ustawicznie narażone na błędy obrazu a w takich okolicznościach można zapomnieć o jakiejkolwiek nauce. I w taki to sposób dysfunkcja oka zamieni naukę w edukacyjny koszmar.

 A co jeśli ze względów logistycznych, finansowych czy jakichkolwiek innych terapia u optometrysty jest niemożliwa?

 Na pewno skuteczną pomocą będzie ćwiczenie “leniwej ósemki”. Trzeba tylko zadbać o prawidłowe wykonanie.

 Wpływ dysfunkcji oka, czy ucha na problemy edukacyjne jest pasjonującym tematem, który szerzej omawiam w czasie moich warsztatów. Zainteresowanych zagadnieniem jak zlikwidować bariery w nauce, zapraszam do sklepu.

https://bajkowamatma.com/sklep


#dyskalkulia #dysleksja #dys #trudnościwnauce #pomoce_do_pracy_z_dyskalkulia

Komentarze

  1. Dobre okulary robią ogromną różnicę. Swoje ostatnio zamówiłem w https://projektoko.pl/
    i komfort noszenia jest świetny.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Leniwa ósemka

W Królestwie Matematyki są  dróżki w kształcie znaku nieskończoności. Ja, Król Logikus często po nich spaceruję. Naprawdę lepiej mi się potem liczy! Dziś, jakem Logikus, zachęcam do zrobienia testu Leniwej Ósemki. Zajmie góra pięć minut a przyniesie podstawową wiedzę, jakąż to drogę preferuje nasz,i każdy inny, mózg, gdy się uczy. Potrzebujemy:      ·        Kartkę papieru min A3      ·        Taśmę klejącą      ·        Trzy wyraźnie różniące się od siebie kolorami pisaki/kredki np.        niebieski, czerwony, zielony Procedura:       1.        Przyklejamy kartkę wymiarem poziomym   na płaskiej,                     gładkiej  powierzchni  (biurko, drzwi) – środek kartki na    ...

Dysleksja. Od czego zacząć, czyli jak pomóc dyslektycznemu dziecku.

  Dysleksja to edukacyjne przekleństwo.  Dziecko dyslektyczne w okresie przedszkolnym najczęściej jest super inteligentne. Rodzic myśli: - Kurczę, będzie geniuszem w szkole! No może trochę mniej poradne, potyka się o własne nogi, ale jaki bystrzak! Potem nasz geniuszek idzie do szkoły i na pierwszej wywiadówce pani wylewa rodzicowi kubeł zimnej wody na głowę. Że co, że wszystkie dzieci już czytają a on jeden nie? Że co proszę? Zagrożenie dysleksją? A właściwie, do cholery, co to takiego, ta dysleksja? Jaka dysleksja? Jak tak inteligentne dziecko może mieć jakąś dys-coś tam. Dysleksja, najprościej mówiąc to trudności z nauką czytania i pisania, ale nie tylko. To zespół problemów. Baaaardzo poważnych problemów. Czytanie jest niepewne , wręcz wymęczone, pełne błędów i przekręceń. dziecko połyka wyrazy i całe linijki. Płacze, awantury, histeria stają się codziennością. Książki lądują na ścianie a rodzic wybiega z pokoju trzaskając drzwiami. Pisanie przypomina grzebanie kury po pia...

Bajkowa Tabliczka versus Bajkowa tabliczka mnożenia

Gdy kolejna już osoba zadaje mi pytanie; czy Bajkowa Matma = Bajkowa Tabliczka = Bajkowa Tabliczka mnożenia? Postanowiłam odpowiedzieć w postaci postu. A było to tak: Po sławetnej i jakże spektakularnej nauce tabliczki mnożenia (3 dni mnemotechnik po wcześniejszych ok 2 latach bezowocnego kucia słupków) więcej tu: moja historia Zostałam znów wezwana do szkoły i pani nauczycielka ze zdziwieniem wielkim pyta, jak mi się udało nauczyć dziecko tabliczki tak, że jest najlepszy w klasie a groziło mu przecież niezdanie. Z entuzjazmem neofity opowiadam jak to krokodyl na wózku jeździł ze ślimakiem, co w efekcie daje 42. Pani z grzeczności nie przerywa a mój wywód kończy słowami:    - Nic z tego nie rozumiem, ale efekty są zadziwiające. I na tym by się pewnie sprawa zakończyła, ale przeznaczenie w osobie mojego synka wzięło sprawy w swoje ręce i zadało pytanie, które jako anegdota krąży własnym życiem po sekretariatach:    - Jeśli pani nie umie nauczyć moi...